sobota, 21 marca 2015

Rozdział 13: Senior Styles

 rozdział nie sprawdzony :O zapraszam na moje tłumaczenie ff o Harrym: http://ecstasy-fanfiction.blogspot.com/

Dostałam się na spotkanie z ojcem Harry’ego przewieziona przez Percy’ego. 
W aucie, o dziwo, wcale nie czułam się jak więzień. Ani Percy, ani dwójka nieznanych mi mężczyzn nie odezwali się do mnie, nie spojrzeli w moja stronę i trzymali się na boku. Było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ to chyba właśnie samej podróży obawiałam się najbardziej. Cóż, do czasu, gdy auto nie zatrzymało się pod wielkim, szklanym budynkiem centrum miasta.
Samo miejsce mnie zaskoczyło. Spodziewałam się ukrytego gdzieś, Bóg wie gdzie, domu. Pod latarnią jest zawsze najciemniej.
Wysiadłam z auta, w momencie, gdy Percy zrobił to samo. Nic nie mówiąc ruszył przed siebie, a ja byłam zmuszona podążyć za nim. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy stojący przy windzie ochroniarz skinął mu głową, niczym poddany swojemu władcy, oraz podał mu czarną, papierową torbę z jakimś srebrnym napisem.
Percy odebrał ją od niego, po czym pokazał mi gestem dłoni, żebym weszła do windy, co uczyniłam. Nie zdążyłam nawet rozglądnąć się po eleganckim wnętrzu recepcji. Podał mi torbę, a ja zmarszczyłam brwi.
– Przebierzesz się w to na górze. Chyba nie miałaś zamiaru zjeść kolacji z szefem w takim stroju. – spojrzał na mnie, unosząc brwi, a ja przechwyciłam torbę, nie zaglądając do środka. Kolacji? To miało być jedynie spotkanie, tymczasem robi się coraz dziwniej.
Jego zachowanie, pozbawione jakichkolwiek nieufnych ruchów mnie uspokajało. A to zaczynało mnie przerażać. Stanęliśmy na piętrze czterdziestym. Drzwi windy otworzyły się. Za nimi stał kolejny ochroniarz, który natychmiast otworzył wielkie drzwi prowadzące do przestronnego pomieszczenia.
– Masz dziesięć minut. – mruknął Percy, stając przy mężczyźnie garniturze. Weszłam do pomieszczenia, drzwi zamknęły się za mną, a ja wreszcie wypuściłam głęboki oddech.
Pokój utrzymany był w odcieniach brązu, rozświetlony tysiącami okrągłych lampek zwisających na sznurkach z sufitu. Przy jednej ze ścian znajdowało się wielkie, prostokątne lustro. Przy nim mały stoliczek, na którym stał wazon z tulipanami. Prócz tego pomieszczenie było zwyczajnie puste.
Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wyglądałam dość specyficznie. Moje policzki były zaczerwienione, a oczy błyszczały. To zapewne było spowodowane stresem. Włosy odstawały mi we wszystkie strony i byłam wdzięczna za to, że miałam gumkę na swoim nadgarstku.
Szybko ściągnęłam z siebie stare dżinsy i bluzę, po czym zostając w samej bieliźnie wyjęłam z torby sukienkę. Zatkało mnie. Materiał był miękki i przyjemne w dotyku. Cała sukienka była długa, zapewne sięgała do siebie. Gorset zdobiły srebrne kryształy, a od pasa odchodził luźno lekki, błękitny materiał.
Powoli ubrałam ja na siebie, zaskoczona tym, że idealnie pasowała. Z przodu była lekko krótsza, odsłaniając moje tenisówki, a z tyłu sunęła po ziemi. Ubłocone buty również zdjęłam, jednym szybkim ruchem, dostrzegając, że w torbie znajdowały się również srebrne szpilki. Cholera, czy kiedykolwiek byłam tak wystrojona?
Włosy szybko spięłam w wysokiego koka, uwalniając jedynie pojedyncze, falowane pasma. O wiele lepiej. Po raz pierwszy podobałam się sobie bez makijażu, a to zapewne było sprawą tej pięknej kreacji.
Drzwi otworzyły się i wyglądnął zza nich ten sam ochroniarz którego widziałam wcześniej.
– Panienka pozwoli za mną. – powiedział miło, a ja uniosłam brwi. Zdecydowanie spodziewałam się czegoś zupełnie innego.
Kiwnęłam głowa i ruszając w jego stronę.  Rzeczy zostawiłam za sobą. Oboje wsiedliśmy do windy, a on klikał guzik z numerem 74. Cholera, wysoko.
– To prezent od seniora Stylesa. – mruknął, kiwając w moją stronę. Domyśliłam się, że chodzi mu o sukienkę. Chrząknęłam.
– Zdaję sobie z tego sprawę.
Kiwnął głową, prostując się.
Kiedy dotarliśmy na wskazane piętro, drzwi się otworzyły.
– Senior Styles czeka na panienkę na balkonie. – po tych słowach rozpłynął się gdzieś, a ja zostałam sama.
Znajdowałam się w długim korytarzu, utrzymanym w kremowych odcieniach bieli. Na jego końcu rozwidlał się na większa przestrzeń i właśnie tam mogłam dostrzec wyjście na balkon. Moje obcasy wydawały dźwięk z każdym krokiem, a moje zdenerwowanie rosło.
Morderca twojej matki, powtarzałam w myślach, brutalny i popierdolony mężczyzna który znęcał się nad własną rodziną.
Minęłam szklane drzwi i już znajdowałam się na balkonie.
Zimny wiatr owiał mnie, przez co od razu poczułam gęsią skórkę. Niemal natychmiast zignorowałam to uczucie, dostrzegając okrągły stolik przykryty czerwonym obrusem i siedzącego przy nim mężczyznę w garniturze. Od razu wstał, a ja niepewnie ruszyłam w jego stronę. Już nie było odwrotu.
Sama w sobie nie mogłam uwierzyć, że po tym wszystkim spotykam go. Seniora Stylesa. Był wysokim, barczystym mężczyzną o szarych włosach i siwej brodzie. Miał na sobie dopasowany, biały garnitur i czerwony krawat. Gdy ponownie spojrzałam na jego twarz uśmiechnął się. A moje serce stanęło w miejscu na chwilę lub dwie, gdy dostrzegłam podobieństwo, tak wielkie, między nim i Harrym. Zielone oczy i ten typowy uśmiech, jakby wyćwiczony. Dokładnie tak wspominałam Harry’ego podczas naszego pierwszego spotkania.
– To zaszczyt wreszcie cię poznać, Trish. – wystawił w moim kierunku dłoń, a ja niepewnie podałam mu swoją. Uniósł ją i pocałował delikatnie. Mogłam dostrzec zmarszczki pojawiające się przy jego oczach.
– Chciałabym móc powiedzieć to samo. – powiedziałam poważnym tonem, a on uniósł brwi pogłębiając uśmiech.
– Widzę, że nie pałasz do mnie szczególnym uczuciem. – minął mnie, odsuwając krzesło po drugiej stronie stolika i dając mi znak, bym usiadła. Tak też zrobiłam. – Postaram się to zmienić.
– Dziwi mi się pan? – chrząknęłam, a on zajął swoje miejsce.
Pokręcił głową, jakby rozbawiony, unosząc dłoń i wołając kelnera, który napełnił nasze kieliszki czerwoną cieczą, chwilę później przynosząc przystawkę. Krewetki wyłożone i udekorowane tak, że słabo mi się robi na myśl ile jeden talerz tego smakołyku mógł kosztować.
– Proszę, mów mi Wayne. – po raz kolejne dał mi dostrzec ten uśmiech. Ten, przez który czuję się sztucznie i nie na miejscu.
– Panie Styles. – zaakcentowałam, splatając dłonie na stole. – Z całym szacunkiem, chciałabym dowiedzieć się czego pan ode mnie żąda.
Zmierzył mnie spojrzeniem pełnym czegoś, czego nie mogłam odczytać, po czym zaciska dłonie. Czyżby tak jak jego syn miał problemy z opanowaniem gniewu?
– Tak niecierpliwa. – westchnął, zaczynając jeść krewetki, uprzednio starannie układając chustę na swoich kolanach.
Mimo tego, że odczuwałam głód nie mam zamiaru sięgać po jedzenie.
– Nie jesteś głodna? – spytał po kilku minutach i skończonym posiłku. Nie odpowiedziałam, wpatrując się w niego rozeźlonym spojrzeniem. Gdy widziałam jego spokój i opanowanie miałam ochotę skręcić mu kark.
– Rozumiem…
– Nie wydaje mi się, by pan rozumiał. – warknęłam, nie wybuchając gniewem. – Doskonale wiem kim pan jest i co pan zrobił. Przez pana zginęła moja matka, a mój ojciec się pogrążył. Znęcał się pan nad swoją rodziną, a przez ostatnie tygodnie nasyłał na mnie swoich ludzi, chcąc mojej śmierci. Może od razu wyceluje pan we mnie swoją bronią, żeby pozbyć się problemu? Jeśli nie masz zamiaru powiedzieć czego ode mnie chcesz, nie widzę potrzeby, żebym dłużej tutaj przebywała. – po raz pierwszy zwróciłam się do niego nieoficjalnym tonem.
Nastała cisza. Przyglądał mi się z powagą, opierając brodę o splecione dłonie. Odliczyłam do dziesięciu. Kiedy skończyłam wstałam, odsuwając z piskiem krzesło. I właśnie wtedy chwycił moją dłoń.
– Siadaj. – rozkazał władczym tonem, a ja przez chwilę się wahałam. Jednak koniec końców zrobiłam to czego chciał.
– Masz cięty język, jak na kogoś takiego jak ty. – uśmiechnął się ironicznie. – Naprawdę nie wiem jak mój syn z tobą wytrzymywał. Cóż, jednak zdaję sobie sprawę dlaczego się w tobie zauroczył. Nie rozumiem jednak czemu był na tyle głupi, żeby dla ciebie poświęcić wszystko. Nie mam zamiaru cię zabijać kochana, przynajmniej nie teraz. Chcesz znać odpowiedzi.
Przerwał na chwilę.
– Osłabiasz go. A to nie jest dobre. – oskarżycielski ton zjeżył włos na moim karku. – Nie wiem dlaczego uważa cie za tak wyjątkową. W każdym razie on nie może być z tobą. Musi być silny. A oboje doskonale wiemy, że z własnej woli cię nie zostawi. Nawet kiedy ty zostawiłaś jego, ten był na tyle ślepo zakochany, że podążał za tobą krok w krok. A ja nie mogłem tego znieść, więc zdecydowałem, że się ciebie pozbędę. Tylko nie myślałem, że mój syn posunie się aż tak daleko by cie ochronić.
Przełknęłam ślinę, dopiero wtedy czując jak bardzo zdenerwowana byłam. Moje dłonie trzęsły się.
– Ma prawo robić to co chce, nie to co jest mu nakazane. – mruknęłam, nie łamiąc naszego kontaktu wzrokowego.

– Mylisz się. – uśmiechnął się ironicznie. – On nie ma żadnych praw. 

9 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest :D Doczekałam się :) Superrrrrr:D czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaa!!! Boski ja chce więcej !!^^

    OdpowiedzUsuń
  5. ♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  6. szczerze to troche juz nie rozumiem co on moze chciec od niej.... ale rozdzial jest i tak genialny!!! (jak zawsze) zycze duzo weny oraz z coraz wieksza niecierpliwoscia czekam na nexta!! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O jprdl tego sie nie spodziewałam
    Chce juz next
    Cudo
    Kocham xx
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń